Latarnia Långe Jan, Olandia, Szwecja. Långe Jan jest wysoka na 41 m i jest najwyższą w kraju latarnią morską. Pomalowana jest na biało z charakterystycznym poziomym pasem koloru czarnego. Jej budowę rozpoczęto w 1783 roku, a ukończono w 1785 roku. Zdaniem niektórych historyków latarnię zbudowali rosyjscy jeńcy.
Hasło do krzyżówki „duńska wyspa na Baltyku” w leksykonie krzyżówkowym. W naszym słowniku definicji krzyżówkowych dla wyrażenia duńska wyspa na Baltyku znajduje się tylko 1 odpowiedź do krzyżówki. Definicje te podzielone zostały na 1 grupę znaczeniową. Jeżeli znasz inne znaczenia pasujące do hasła „ duńska wyspa na
Profesor Uniwersytetu Gdańskiego i dyrektor Stacji Morskiej na Helu Krzysztof E. Skóra odebrał w Sztokholmie doroczną Szwedzką Nagrodę Bałtyku - Swedish Baltic Sea Water Award. Nagroda ustanowiona została przez rząd szwedzki w 1999 r. a jej przyznawanie pozostaje w gestii Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Laureatami są osoby, organizacje, miasta lub instytucje, które mają
Fakty i informacje praktyczne. Język: English Svenska. Grönskär to szwedzka wyspa i stacja latarniowa położona w południowej archipelagu w Sztokholmie, na wschód od Sandhamn. Wyspa jest skalista, a natura rzadka. Zielanka znalazła się na wyspie. Cała wyspa jest własnością Szwedzkiej Fundacji "Skärgårdsstiftelsen". Od 1964 roku.
Sprawdziłem, czy warto tam jechać. Tropikalny klimat, ciepłe wody Morza Andamańskiego, niezwykle uprzejmi ludzie i wspaniałe jedzenie. To tylko niektóre zalety urlopu na wyspie Phuket, leżącej u wybrzeży Tajlandii. Od początku lipca turyści z Polski pod pewnymi warunkami mogą tam wypoczywać bez konieczności odbycia kwarantanny.
Szwedzcy analitycy wskazują na dwa scenariusze. W pierwszym Moskwa chcąc zademonstrować NATO, że państwa bałtyckie są nie do obrony, zajmuje Gotlandię i rozmieszcza na niej systemy obrony
Wyszukaj na stronie. wmichalowicach.pl; Centrum Kultury; Opublikowano 1 sierpnia 2023 o 2048 × 923 w Gotlandia – szwedzka wyspa na Bałtyku fascynuje
WPHUB. szwecja. + 5. Sylwester Ruszkiewicz. 11-07-2023 18:17. Potężna przewaga NATO. Jedna decyzja zmienia sytuację na Bałtyku. - Przyjęcie Szwecji do NATO wzmocni bezpieczeństwo Polski, ale
WPHUB. Rugia i Hiddensee. Malownicze wyspy nad Bałtykiem. B lisko polskiej granicy znajdują się dwie wyspy o pięknych plażach i ciekawej historii. Rugia oraz Hiddensee były niegdyś ulubionymi wakacyjnymi kurortami Niemców nad Morzem Bałtyckim. Dziś możemy je odkryć na nowo, spędzając przy okazji przyjemnie i aktywnie czas.
Wyspa na Morzu Bałtyckim w centrum uwagi. Może odegrać strategiczną rolę Szwedzka wyspa jest określana mianem lotniskowca pozwalającego przejąć kontrolę nad regionem. W 2018 roku
ivYf. Jest wiele miejsc, które warto zobaczyć na rowerze. Nie tylko dlatego, że widzimy znacznie więcej i mamy wrażenie, że rzeczywiście gdzieś byliśmy zamiast dotrzeć tylko z punktu A do B jak paczka kurierska, ale też dlatego że jest to aktywny i tani sposób podróżowania. Od czego zacząć? Wyprawa rowerowa wokół Bałtyku może być jednym z lepszych pomysłów na pierwszą wyprawę. Dlaczego? Wszystkiego dowiecie się poniżej 😊 Samolotem z rowerem Naszą podróż zaczęliśmy w Poznaniu na lotnisku. Objechanie całego Bałtyku to ponad 8 tys. km. Z racji ograniczonych urlopów postanowiliśmy nieco okroić tę trasę z założeniem, że brakujące odcinki dokręcimy kiedy indziej. Pomysł był zatem taki, żeby szybko dostać się do Szwecji, potem na wyspy Alandzkie, do Finlandii, a potem przez Estonię, Łotwę i Litwę do Ełku na pociąg powrotny. Tym samym zaczęliśmy od transportu rowerów samolotem. Czy to jest trudne? Zależy czy macie jakieś doświadczenia z zapakowanymi rowerami. Generalnie najprostszym i najtańszym sposobem jest obdzwonić lokalne sklepy rowerowe, znaleźć karton z odzysku i zacząć pakowanie (sakwy wrzuciliśmy w osobny duży karton jako płatny bagaż rejestrowany). Warto zobaczyć na youtubie jak się pakuje rower, tak żeby go nie uszkodzić. Na lotnisku karton z waszym rowerem będzie rzucany, przewracany i wywalany z luku bagażowego samolotu na płytę lotniska z wysokości kilku metrów. Jest to więc duże ryzyko, ale zazwyczaj się udaje 😛 Warto też naprawdę dokładnie zabezpieczyć rower i nie upychać nic na siłę. W czasie lotu wszystko będzie poddawane ekstremalnym drganiom, w związku z tym stykające się metalowe elementy mogą się bardzo mocno obetrzeć. Koniecznie też trzeba spuścić powietrze z kół do minimalnego poziomu, żeby w czasie lotu dętki nie eksplodowały! Po wylądowaniu zabraliśmy się za rozpakowywanie, a po jakichś 2 godzinach byliśmy gotowi (kartony zostawiliśmy na lotnisku). fot. Kacper Górka Szwecja na rowerze 😍 Jedziemy! Pierwszym etapem było dostanie się z lotniska w Nykoping do położonego 100 km. dalej Sztokholmu. Jako, że wylądowaliśmy dosyć późno, to zaraz po wyjechaniu z miasta zaczęliśmy szukać noclegu na dziko. To jest jedna z najlepszych rzeczy w jeżdżeniu rowerem po Skandynawii! Możliwość biwakowania na łonie natury. Żeby było jasne nie jestem jakimś fanatykiem tego rozwiązania, bo czasem warto wziąć ciepły prysznic 😀 Jeżeli jednak jest ciepło, a w pobliżu jest morze albo jezioro, w którym można się wykąpać, to jest to naprawdę super sprawa. O tym, że znacznie obniża koszty podróży, nie muszę nawet wspominać. Gdybym miał wskazać europejski kraj, w którym najlepiej jeździło mi się na rowerze, to byłaby to Szwecja. Kultura jazdy jest po prostu niesamowita. Nie ma agresji, pośpiechu, przeciskania się samochodem koło rowerzysty na grubość gazety. Jest za to dużo uśmiechu i życzliwości. To co mnie jeszcze zaskoczyło, to fakt, że na drodze po wybrzeżu było naprawdę pusto. Bałtyk kojarzył mi się przeważnie z Mielnem i zatłoczonymi kurortami, a tutaj nagle pusto. W odróżnieniu od Polski wybrzeże mimo małych przewyższeń, jest też dużo bardziej pofałdowane. Niby to takie mini górki, ale na dłuższym dystansie i tak można się trochę zmęczyć. Sztokholm i muzeum Wazy W Sztokholmie nie próbowaliśmy spać na dziko, tylko znaleźliśmy sobie bardzo fajny kemping Bredang. Nie dość, że położony był blisko centrum, to jeszcze nad jednym z wielu zbiorników wodnych z dostępem do plaży. Sztokholm generalnie położony jest na niezliczonej liczbie wysepek, więc gdzie się nie obejrzeć pływają jachty, promy i jest mnóstwo mostów. Prawdziwy raj dla miłośników wody i żeglarstwa 😊 W samym Sztokholmie, poza ciekawą architekturą zobaczyliśmy też okręt Waza, który zatonął w 1628 roku w samym centrum miasta zaraz po zwodowaniu. Jednak dzięki zimnym wodom i mułowi przeleżał wiele lat i w ubiegłym wieku został wydobyty w świetnym stanie. Pół dnia na zwiedzenie Sztokholmu to zdecydowanie za mało i warto wybrać się tam na dłużej. fot. Kacper Górka Wyspy Alandzkie rowerem! Jest coś tajemniczego w wyspach położonych na środku Bałtyku, daleko od wszystkiego. To trochę jak głęboki las, w którym nie ma zasięgu. Niby nic specjalnego, ale jest w tym coś intrygującego 😉 Czy wyspy Alandzkie takie są? Na pewno nie jest to samotna wyspa z zamkiem na środku (aczkolwiek zamek tam jest..), która przypomina twierdzę pośród wzburzonych wód oceanu. Archipelag wysp Alandzkich składa się z tysięcy małych wysepek. Promy na wyspy Alandzkie kursują regularnie, gdyż jest to chętnie wybierana forma rozrywki wśród Szwedów. Wielu z nich nie płynie nawet po to, żeby dopłynąć, ale żeby przeżyć na statku ze strefą wolnocłową dwa upojne dni 🙃 Promem płynęliśmy kilkanaście godzin, co wystarczyło, żeby wyspać się w wygodnych kajutach, wziąć prysznic i skorzystać ze szwedzkiego bufetu o poranku. Postanowiliśmy, że spróbujemy objechać wyspy dookoła i wsiąść następnego dnia na prom do Finlandii. Największym miastem na Alandach jest Marienhamn (11 tys. mieszkańców). Ceny są dosyć wysokie, chociaż co ciekawe, paliwo aż tak drogie (jak np. we Włoszech) nie było. Wyspy należą oficjalnie do Finlandii, jednak mają sporą autonomię i własne tablice rejestracyjne. Wbrew pozorom drogi nie były aż takie puste jak mogłoby się wydawać. Krajobraz był pofałdowany i typowo skandynawski z dużą ilością czerwonych domków i nagich skał. Było wietrznie, ale klimat na Alandach okazał się być dosyć łagodny. Alandy to również raj dla wędkarzy. fot. Kacper Górka Po zjechaniu z głównej drogi dotarliśmy do promu, który miał nas zabrać na kolejną wyspę, oczywiście już odpłynął.. Pozostało nam rozbić namioty, wyciągnąć kuchenki i otworzyć lokalne piwko… Rozbijanie obozu gdzie popadnie jest naprawdę jedną z najlepszych rzeczy w jeżdżeniu rowerem nad Bałtykiem, zwłaszcza, gdy można się rozbić na rozgrzanej słońcem skale 😊 fot. Kacper Górka Po zrobieniu ponad stu kilometrów na Alandach, obowiązkowej wizycie na poczcie i pogadaniu z kilkoma miejscowymi, wsiedliśmy na kolejny prom, tym razem w stronę Finlandii. Finlandia na rowerze Dopłynęliśmy do Turku i standardowo ruszyliśmy, żeby poszukać noclegu za miastem. Może to złudne wrażenie, ale Finowie od samego początku wydali mi się odrobinę gburowaci. W każdym razie, o ile w Szwecji i na Alandach mimo upalnego lata wieczorami było chłodnawo, o tyle w Finalndii zrobiło się już naprawdę ciepło. W Helsinkach było ponad 30 stopni w słońcu! Trasa do Helsinek nie była zbyt ciekawa, natomiast sama stolica już zdecydowanie tak. Helsinki są również bardzo przyjazne rowerzystom, i podobnie jak w Sztokholmie jest tam wiele jachtów i portów. Wypatrzyłem nawet biurowce z przystanią dla motorówek, którymi pracownicy dopływają do pracy 😊 Tutaj czasu na zwiedzanie mieliśmy bardzo mało, dlatego objechaliśmy miasto, zobaczyliśmy rzeźbę sikającego golasa i pomknęliśmy na prom do Tallina. fot. Kacper Górka Talinn – idealne miejsce dla romantycznego imprezowicza W Tallinie czekała nas wizyta u znajomego i jego dziewczyny, którzy jako lokalni patrioci postanowili pokazać nam Tallinn od najlepszej strony. W stolicy Estonii zdecydowanie widać już było wpływ komuny. Na przedmieściach rozległe osiedla bloków, szerokie i dziurawe drogi, które nie robiły najlepszego wrażenia. Jednak średniowieczne centrum jest naprawdę niesamowite! Położone na wzgórzu, z widokiem na port, wąskimi i urokliwymi uliczkami… Poza tym panuje w nim jakaś taka przyjemna atmosfera, idealna do nocnego życia. Z jednej strony jest wiele knajpek i turystów, ale z drugiej nie ma śmieci, pijanych sebiksów i ludzi, którzy przyjechali, żeby zrobić demolkę, tak jak to się niestety zdarza, np. w Poznaniu 🙈 Dlatego jeśli chcecie wyskoczyć gdzieś na weekend to Tallinn jest jak najbardziej godzien uwagi. Po dokładnym poznaniu miasta i dwudniowej przerwie ruszyliśmy dalej na południe. Niestety zrobiło się trochę płasko i nudno, ale za to nie padało. Na szczęście na koniec dnia dotarliśmy na piękną dziką plażę zaraz za Parnawą, gdzie rozbiliśmy namioty. Kolejnego dnia podążaliśmy wzdłuż wybrzeża i wjechaliśmy na Łotwę. Trasa rowerowa R10, zwana też Eurovelo 10 jest na tym odcinku dosyć kiepska, gdyż prowadzi drogą krajową. Po całym dniu w strugach deszczu, uciekając przed burzą dotarliśmy na kemping Klintis. Jest on genialnie położony w lesie zaraz przy plaży. Podobnie jak kemping w Sztokholmie, tak i ten mogę z czystym sumieniem polecić. Litewska wieś i demoludy Im bliżej Polski tym robiło się mniej skandynawsko, a bardziej demoludowo. Drogi nadal były dobre (w większości nowe, gładkie i szersze niż w Polsce), ale widać było też coraz więcej bloków i tego typu budownictwa. Na Litwie ceny zrobiły się na tyle niskie, że mój kumpel zaszalał i kupił doskonałą wodę o nazwie Vytautas. Być może kojarzycie jej reklamy z Youtube’a (trochę podobne do reklam Old Spice’a :D). Jeżeli lubicie posoloną kranówkę z posmakiem rur, to przypadnie wam do gustu.. Z każdym kolejnym kilometrem krajobraz robił się coraz bardziej pofałdowany, w końcu zbliżaliśmy się do Mazur. Na Litwie poza kolejnym noclegiem na dziko nad jakimś jeziorkiem, zatrzymaliśmy się także, ze względu na moje problemy zdrowotne na dwa noclegi na kempingu Kurtuvenai. Jak się okazało kemping był bardzo przyjazny, a sanitariaty i kuchnia mieściły się w fajnie odrestaurowanej drewnianej chacie. Jak to na kempingu, poznaliśmy pozytywnie zakręconych ludzi, w tym małżeństwo z Finlandii, które nagrywało filmiki z drona. fot. Kacper Górka Polskie Tiry i siup do Ełku Do Polski wjechaliśmy przez jakieś małe i niestrzeżone przejście graniczne. Zjedliśmy schabowego z surówką i ruszyliśmy drogą wojewódzką w stronę Ełku. Nie chcę być malkontentem, jednak to co się tam wyprawiało przechodziło ludzkie pojęcie. Niekończący się sznur tirów, który spychał nas do rowu był naprawdę stresujący. Moim zdaniem wynika to nie tylko z gorszych niż na Litwie i w pozostałych krajach dróg, ale chyba też z jakiegoś chorego pędu i niechęci do wciśnięcia hamulca i spokojnego wyprzedzenia rowerzysty. Mam jednak nadzieję, że kiedyś i u nas drogi staną się bezpieczne dla rowerzystów. Po najdłuższym, 185 km etapie dotarliśmy wieczorem do Ełku. Chcieliśmy zdążyć na pociąg, ale jak się pewnie domyślacie.. nic z tego nie wyszło. Podsumowanie Pomijając niezbyt fajne doświadczenia z ostatniego dnia, wyprawa rowerowa wokół Bałtyku była naprawdę udana! Skandynawia, Alandy, wizyta w Tallinie i przepiękny Bałtyk były naprawdę super. Przejechaliśmy 1400 km w 12 dni i zobaczyliśmy 4 stolice. Mimo sporego dystansu jest to tak naprawdę trasa dla każdego. Nie ma tu morderczych podjazdów, ani ponad 40 stopniowych upałów. Bliskość morza sprawia też, że można często wpadać na plażę, żeby odpocząć. Trasa nie wymaga też jakiegoś bardzo terenowego, ani mocnego roweru. Dlatego jeśli szukacie pomysłu gdzie pojechać na swoje pierwsze dłuższe rowerowe wakacje to Szwecja, czy Alandy będą świetnym wyborem. Finlandia i kraje nadbałtyckie są również piękne, ale długie odcinki i monotonny krajobraz mogą trochę zniechęcić jeśli chcielibyście przyjechać tylko w jedno miejsce. Fajną atrakcją na naszej trasie były też zdecydowanie promy. Zapewniają pokój z łazienką za sensowne pieniądze, dobre jedzenie, super widoki i strefę wolnocłową 😉 Jeżeli zastanawiacie się czy wybrać prom to zdecydowanie polecam. Promy pływają też z Polski do Karlskrony w Szwecji, czy na wyspę Bornholm. Moją ostatnią obserwacją jest też to, że odwiedzanie znajomych, czy rodziny (nawet tej dalszej) na trasie to bardzo fajne urozmaicenie. Zazwyczaj zostaniecie nie tylko dobrze odkarmieni, ale zobaczycie też super miejsca znane tylko lokalsom 😊
Odbierz prezent! Zdarza ci się zapomnieć szczoteczki do zębów na wycieczkę? Pobierz darmową check-listę rzeczy do zabrania na wycieczkę od PBPO Od dziś pakuj się bez stresu "Wyrażam zgodę na otrzymywanie informacji o nowościach, produktach i usługach od PBPO”. Zgodę możesz w każdej chwili wycofać wysyłając taką wolę na maila marketing@ Administratorem Twoich danych jest PBPO. Szczegółowe informacje na temat przetwarzania Twoich danych znajdują się w MENU w zakładce RODO.” * * Pola obowiązkowe Pobieram Wybrzeże Bałtyku i Wyspa Saaremaa 8 dniśniadanie i obiadokolacja Ośmiodniowa samolotowa wycieczka objazdowa z możliwością wypoczynku do Rygi, Tallina oraz na wyspę Saaremaa na wybrzeżu Bałtyku. W programie wizyta w uzdrowisku Jurmała z możliwością krótkiego wypoczynku nad morzem, zwiedzanie Rygi – Stare Miasto, Mała i Wielka Gildia Kupiecka, zwiedzanie Tallina – wzgórze Toompea, wizyta we wnętrzu łodzi podwodnej oraz w muzeum morskim, przeprawa promem na wyspę Muhu i przejazd po grobli na wyspę Saaremaa, zwiedzanie po meteorytowego jeziora Kaali, wybrzeża wapiennego, latarni morskiej, wizyta w Kuressaare – stolicy wyspy Saaremaa, przejazd wzdłuż Zatoki Ryskiej, krótka wizyta w Lipawie oraz w największym kurorcie na Litwie – Połądze, fakultatywna przeprawa do Mierzei Kurońskiej, spacer po starówce w Kłajpedzie oraz wizyta w Muzeum Morskim i Delfinarium. Wyżywienie w formie śniadań i obiadokolacji. W czasie trwania wycieczki pełna opieka Pilota i lokalnych wycieczkiTrasa zagraniczna: Jurmała – Ryga (1 nocleg) – Tallin (2 noclegi) – Saaremaa – ok. Parnawy (1 nocleg) – Ventspils (1 nocleg) – Liepaja – Połąga – ok. Kłajpedy (2 noclegi) DZIEŃ 1: Zbiórka uczestników na lotnisku w Warszawie. Przelot do Rygi (bezpośredni lot trwa ok. 1 godz. 30 min). Transfer do hotelu. Obiadokolacja. Nocleg. DZIEŃ 2: Śniadanie. Zwiedzanie Rygi, Stare Miasto, Dom Bractwa Czarnogłowych, Ratusz, kościół św. Jakuba, kościół św. Piotra, budynek Parlamentu, zespół średniowiecznych kamieniczek tzw. Trzej Bracia, Mała i Wielka Gildia Kupiecka, katedra luterańska, plac Livski. Przejazd do Tallina. Zakwaterowanie, kolacja, nocleg. Trasa ok. 400 km. DZIEŃ 3: Śniadanie. Zwiedzanie Tallina, Górne i Dolne Stare Miasto, wzgórze Toompea, sobór Aleksandra Newskiego, kilka spośród 20 średniowiecznych baszt obronnych Wysoki Herman i Gruba Małgorzata, na której umieszczono pamiątkową tablicę upamiętniająca brawurową akcję ORP Orzeł, dwie średniowieczne ulice – Długa i Krótka Noga, Ratusz Miejski z 1404 roku, apteka z 1422 roku, Dom Wielkiej Gildii, Dom Bractwa Czarnogłowych, zespół kupieckich kamieniczek Trzy Siostry. Wizyta w muzeum morskim, który stanowi największą chlubę estońskiego muzealnictwa – Seaplane Harbour. Niezwykle nowoczesne muzeum morskie jest położone na terenach starego osiedla rybackiegoj. Historia estońskiej żeglugi oraz marynarki wojennej wciąga bez reszty. Przechadzki między minami morskimi, wizyta w środku olbrzymiej estońskiej łodzi podwodnej Lembit (jedyna istniejąca przedwojenna jednostka Marynarki Wojennej Estonii z 1938 roku), a także podziwianie lekkich omeg oraz nowoczesnych łodzi. Powrót do hotelu, kolacja i nocleg. Trasa ok. 50 km. DZIEŃ 4: Wczesne śniadanie lub suchy prowiant. Przejazd do Virtsu. Przeprawa promem na wyspę Muhu i przejazd po grobli na wyspę Saaremaa (największa wyspa Estonii na Morzu Bałtyckim, której symbolami są chleb, piwo i wiatraki). Zwiedzanie jezioro pometeorytowe Kaali (miejsce kultu pogańskiego), wybrzeże wapienne, latarnia morska, XIII i XIV wieczne obiekty sakralne, „żywe” skanseny (Koguva). Kuressaare – stolica wyspy Saaremaa, z jedynym w krajach Bałtyckich całkowicie zachowanym zamkiem średniowiecznym. Powrót na ląd i przejazd w okolicy Parnawy. Zakwaterowanie, obiadokolacja, nocleg. Trasa ok. 400 km. DZIEŃ 5: Śniadanie. Przejazd wzdłuż Zatoki Ryskiej do Ventspils (Windawa) – ośrodek sportowy i duży port morski, zamek Kawalerów Mieczowych, mosty murowane. Przejazd do hotelu. Obiadokolacja, nocleg. Trasa ok. 400 km. DZIEŃ 6: Śniadanie. Wyjazd do Liepaja (Lipawa). Zwiedzanie miasta, kościół Św. Trójcy, luterańska świątynia, zbudowana w XVIII w., na uwagę zasługuje ołtarz i organy, które do XX wieku były największymi na świecie. Jedna z dzielnic – Karosta – dawna radziecka baza nadmorska, dawne radzieckie więzienie. Dalsza podróż do Połągi – największego kurortu na Litwie, z pięknymi plażami, przesycony zapachem żywicy sosnowych lasów. Miasto datuje swe początki w XII wieku. W 1427 roku był tu król Władysław Jagiełło – ponoć tu pierwszy raz w swoim życiu zobaczył morze. Za czasów Tyszkiewicza powstał słynny dom wczasowy, do którego zjeżdżała się szlachta i magnateria – także Radziwiłłowie i Ogińscy. Na przełomie XIX/XX wieku Felicjan Tyszkiewicz wybudował neoklasycystyczny pałac z zespołem parkowym, w którym obecnie mieści się Muzeum Bursztynu – zwiedzanie muzeum. Przejazd do w okolice Kłajpedy. Zakwaterowanie w hotelu, obiadokolacja, nocleg. Trasa ok. 250 km. DZIEŃ 7: Śniadanie. Dzień wolny na wypoczynek lub dla chętnych przeprawa do Mierzei Kurońskiej – malownicze wydmy i przepiękne kolorowe rybackie chaty, wspaniałe plaże i czyste morskie powietrze, a w miejscowości Juodkrante – Góra Czarownic; w Nidzie, najważniejszej miejscowości na mierzei, spędzał wakacje Tomasz Mann. Czas wolny na wypoczynek nad morzem (dodatkowo płatne). Powrót do współczesnego miasta Kłajpedy, spacer z pilotem po małej starówce, zwiedzanie secesyjne kamieniczki i teatr. Powrót do hotelu. Obiadokolacja, nocleg. Trasa ok. 70 km. DZIEŃ 8: Śniadanie. Wizyta w Muzeum Morskim oraz Delfinarium w Kłajpedzie. Transfer na lotnisko w Połądze. Wylot do kraju. Lądowanie w Warszawie w godzinach popołudniowych (bezpośredni lot trwa ok. 1 godz. 20 min.). Całość trasy: ok. 1600 km. Program imprezy jest ramowy, kolejność zwiedzania może ulec zmianie. CENA IMPREZY OBEJMUJE: • przelot samolotem rejsowym Warszawa-Ryga, Połąga-Warszawa • opłaty lotniskowe i paliwowe • bagaż podręczny oraz rejestrowany do 20 kg • 7 noclegów w hotelach**/*** w pokojach 2-3-osobowych z łazienkami • 7 śniadań i 7 obiadokolacji • opiekę pilota • ubezpieczenie Signal Iduna (KL EUR, NNW PLN, bagaż PLN) DODATKOWO PŁATNE: • pakiet do realizacji programu 200 EUR płatne obligatoryjnie pilotowi wycieczki (rezerwacje i wstępy do zwiedzanych obiektów, usługi przewodnickie, przeprawa promem na wyspę Saaremaa, opłaty administracyjne i parkingowe, transfery oraz transport podczas zwiedzania, zestaw słuchawkowy Tour Guide) • Turystyczny Fundusz Gwarancyjny (TFG) 10 zł • Turystyczny Fundusz Pomocowy (TFP) 10 zł DOPŁATY OPCJONALNE: dopłata do pokoju 1-osobowego 700 zł • wycieczka na Mierzeję Kurońską 30 EUR (fakultatywnie, wymagane minimum 15 osób) WAŻNE INFORMACJE: 1. Wycieczka zostanie zrealizowana przy minimum 15 osobach zgłoszonych. Przy mniejszej ilości osób program zwiedzania będzie realizowany razem z grupą autokarową. 2. Wycieczka może zostać anulowana 20 dni przed rozpoczęciem z powodu nieosiągnięcia zakładanego minimum grupy. 3. Wycieczka będzie realizowana na miejscu w zależności od ilości uczestników w grupie autokarem (dvd, wc, barek, klimatyzacja) lub busem (klimatyzacja, dvd). 4. Godziny przelotów mogą ulec zmianie. 5. Pakiet do realizacji programu (rezerwacje i wstępy do zwiedzanych obiektów, usługi przewodnickie, bilety komunikacji miejskiej, opłaty administracyjne i parkingowe, transfery, koszty zestawu słuchawkowego Tour Guide i inne) nie jest ujęty w cenie imprezy wyrażonej w PLN. Cena pakietu do realizacji programu podana jest przy opisie wycieczki i jest ściśle związana w ilością uczestników na wycieczce. Obligatoryjny koszt pakietu jest kalkulowany przy grupie 20 osób. Cena pakietu może być podwyższona ze względu na mniejszą ilość osób w grupie i zostanie podana do wiadomości Podróżnym przed wycieczką. Powyższa zmiana nie upoważnia Klienta do rezygnacji z uczestnictwa w wycieczce. Obligatoryjny pakiet do realizacji programu nie podlega rozliczeniu. 6. Osoby podróżujące samotnie, które nie chcą dopłacać do pokoju 1–osobowego, będą dokwaterowane do innej osoby tej samej płci w pokoju 2–osobowym. W przypadku braku drugiej osoby na dokwaterowanie Podróżny będzie zobligowany do zapłaty połowy stawki dopłaty do pokoju 1–osobowego. 7. W cenie podstawowej oraz przy dopłacie do obiadokolacji PBPO zapewnia realizację posiłków zgodnie z ofertą, natomiast nie gwarantuje realizacji diet specjalistycznych i eliminacyjnych (np. dieta bezglutenowa, dieta wegańska i inne). 8. Ww. wycieczka nie jest przystosowana dla osób o ograniczonej sprawności ruchowej. 9. Zdjęcia na stronie internetowej oraz w programach wyjazdów są przykładowe i przedstawiają ogólny obraz, nie są natomiast dokładnym odzwierciedleniem zwiedzanych miejsc. Terminy i ceny ( - termin potwierdzony) 2022-06-12 - 2022-06-19 Stop sprzedaży miejsca wsiadania rezerwuj 2022-07-10 - 2022-07-17 Stop sprzedaży miejsca wsiadania rezerwuj 2022-08-14 - 2022-08-21 Stop sprzedaży miejsca wsiadania rezerwuj 2022-09-11 - 2022-09-18 SŁONECZNA PROMOCJA miejsca wsiadania Inni oglądali również
Szwecja obawia się, że w trakcie rozpatrywania jej wniosku o przyjęcie do NATO, Rosja może zdecydować się na agresywne wobec niej działania. Akurat dwa dni temu minęła kolejna rocznica wyzwolenia Gotlandii spod okupacji… rosyjskiej. Czy dziś realne jest zagrożenie desantem Rosjan na tej strategicznie ważnej wyspie?22 kwietnia wylądowało na południu Gotlandii ok. 1,8 tys. Rosjan pod dowództwem admirała Nikołaja Bodisko. Wyspa była kompletnie bezbronna i już następnego dnia gubernator Erik af Klint poddał Gotlandię Rosjanom. 24 kwietnia wkroczyli oni do Visby, a admirał Bodisko ogłosił się gubernatorem. Jednak rosyjska okupacja nie trwała długo. Szwedzi zebrali eskadrę i na jej pokład załadowali 2 tys. żołnierzy. Gdy do Visby dotarły wieści o lądujących na wyspie wrogach, Rosjanie wycofali się ze stolicy Gotlandii, a nazajutrz, 18 maja odpłynęli z wyspy. Całą wojnę 1808-1809 Szwecja jednak przegrała, tracąc jedną trzecią terytorium – z Finlandią na czele. Dziś znów wzrosło ryzyko konfliktu z Rosją, ale znaczenie militarne Gotlandii jest bez porównania większe, niż na początku XIX wyspaGotlandia zawsze była w planach rosyjskich generałów kluczowym punktem, jeśli chodzi o Szwecję. W marcu 2015 roku – podczas wielkich manewrów na południe i północ od Szwecji i Finlandii, ponad 30 tys. Rosjan ćwiczyło desant i okupację Wysp Alandzkich, Bornholmu i Gotlandii właśnie. Nic dziwnego, że teraz władze wyspy przygotowują się na ewentualny atak ze strony Rosji w okresie rozpatrywania wniosku Szwecji o wstąpienie do NATO. Trwają ćwiczenia obrony cywilnej, mające na celu zapewnienie wody, prądu, łączności oraz transportu promowego w przypadku sytuacji kryzysowej. Lokalne władze podjęły też decyzję o zablokowaniu dostępu do mediów społecznościowych w sieci wykorzystywanej przez instytucje publiczne, aby zmniejszyć ryzyko cyberataków. Od kwietnia na wyspie odbywają się też największe w jej historii ćwiczenia szwedzkiej obrony terytorialnej z ewentualny atak ze strony Rosji nie musi być przeprowadzony przy użyciu środków militarnych, mimo że Moskwa wielokrotnie groziła Szwecji działaniami wojskowymi od początku inwazji na Ukrainę. W połowie kwietnia wiceprzewodniczący Dumy Piotr Tołstoj groził Szwecji ostrzałem rakietowym. Według dowództwa Sił Zbrojnych ryzyko militarnego ataku Rosji na Szwecję jest obecnie niskie, ale nie można go z góry odrzucać, powiedział wiceadmirał Jonas Haggren, szef sztabu sił zbrojnych, 2 maja w specjalnym programie telewizji SVT na temat NATO. Najbardziej zagrożona jest oczywiście na wyspęGdy zimna wojna się skończyła, a rząd szwedzki ocenił swoje stosunki z Rosją za wystarczająco dobre, postanowił całkowicie rozbroić wyspę – co wpisywało się zresztą w program zmniejszania całych sił zbrojnych. Stopniowa redukcja zaczęła się jeszcze w latach 90. XX w., a w 2006 r. ostatecznie zlikwidowano resztki stacjonującego na Gotlandii pułku. Zamieszkana przez blisko 60 tys. Szwedów wyspa pełniła już tylko funkcję popularnego miejsca spędzania letnich wakacji przez ze strony Rosji i znaczenie strategiczne wyspy Szwedzi dostrzegli dopiero po 2014 roku i aneksji Krymu oraz wojnie w Donbasie. W 2015 roku zapadła decyzja, by przywrócić stałą jednostkę wojskową na Gotlandii z bazą w miejscowości Tofta. Ale dopiero w 2016 roku na wyspie pojawili się pierwsi żołnierze i czołgi W 2018 r. już oficjalnie na Gotlandii przywrócono stałą obecność wojskową, zaś w 2020 r. grupa bojowa została wzmocniona i przekształcona w Pułk Gotland. W jego skład wchodzą obecnie batalion pancerny, batalion obrony terytorialnej i grupa szkoleniowa złożona z zawodowych żołnierzy. Dodatkowo, w 2019 roku obronę powietrzną Gotlandii wzmocniono rakietowym systemem przeciwlotniczym średniego zasięgu RBS-23. Poza nim na wyspie stacjonuje także osiem przeciwlotniczych opancerzonych gąsienicowych wozów bojowych Lvkv 9040. Wcześniej na wyspie Szwedzi rozmieścili też system przeciwokrętowy RBS-15 Mk 2 w wersji przed inwazją Rosji na Ukrainę, w połowie stycznia na Gotlandii wylądowały siły reagowania kryzysowego szwedzkiego wojska. Po inwazji rząd w Sztokholmie zdecydował o rozbudowie koszar oraz hal dla pojazdów opancerzonych za 1,6 mld koron (ok. 160 mln euro).Zielone ludziki na Gotlandii?Podczas dużych ćwiczeń wojskowych Aurora-17, które odbywały się we wrześniu 2017 (z udziałem blisko 20 tys. żołnierzy – niemal całych sił zbrojnych Szwecji, jak też 1435 żołnierzy z USA, 270 z Finlandii, 120 z Francji oraz po 40-60 z Danii, Norwegii, Litwy i Estonii) gen. Ben Hodges, dowódca sił lądowych USA w Europie podczas wizyty na Gotlandii powiedział wprost: „Nie wydaje mi się, żeby jakakolwiek wyspa gdziekolwiek była bardziej ważna niż ta”.Leżąca pośrodku Morza Bałtyckiego - 90 km od Szwecji kontynentalnej, 130 km od Łotwy, 248 km od Kaliningradu - Gotlandia uważana jest przez ekspertów za "naturalny lotniskowiec", pozwalający przejąć kontrolę nad regionem. Leży w połowie drogi między rosyjską eksklawą Kaliningradu a Sankt Petersburgiem. Sztokholm obawia się, że w przypadku kryzysu regionalnego lub konfliktu Moskwy z NATO mogłaby ona zostać zajęta przez siły rosyjskie. Potencjał militarny Finlandii i Szwecji nie jest zagrożeniem dla Rosji. Kluczowa jest geografia, a zwłaszcza kontrola nad strategicznymi punktami na Bałtyku, których rolę zaznaczyły wcześniejsze konflikty zbrojne Rosji z krajami zachodnimi w tym regionie (działania morskie w czasie wojny krymskiej 1853-1856 czy też operacja aliantów przeciwko bolszewikom w latach 1918-1920).Jeszcze kilka lat temu wskazywano na dwa scenariusze zagrożenia dla Gotlandii wchodzącej w skład neutralnej Szwecji. „W pierwszym Moskwa chcąc zademonstrować NATO, że państwa bałtyckie są nie do obrony, zajmuje Gotlandię i rozmieszcza na niej systemy obrony powietrznej dalekiego zasięgu i obrony wybrzeża, uzyskując regionalną przewagę nad siłami NATO w powietrzu i na morzu. Obawy wynikają tu z kalkulacji, że zajęcie Gotlandii nie skutkowałoby uruchomieniem art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, gdyż Szwecja nie jest członkiem NATO. W tym scenariuszu Rosja poprzez agresję na wyspę zwiększyłaby presję polityczną i wojskową na Sojusz bez decyzji o bezpośrednim ataku zbrojnym na państwa bałtyckie. Drugi scenariusz dotyczy sytuacji, gdy Rosja decyduje się na wywołanie regionalnego konfliktu z NATO. W tym ujęciu bezpośredni atak zbrojny np. na państwa bałtyckie poprzedzony byłby zajęciem Gotlandii oraz atakiem na infrastrukturę wojskową w Szwecji, aby uniemożliwić jej wykorzystanie przez państwa NATO” - pisali w 2016 roku analitycy Ośrodka Studiów przypadku rosyjskiej agresji, nie można wykluczyć scenariusza z desantem „zielonych ludzików” na Gotlandii. Przy czym Moskwa może sprowokować taką sytuację – i wysłać wojsko argumentując to choćby potrzebą ochrony biegnącego w tej części Bałtyku odcinka Nord Stream. Dyslokacja na Gotlandii rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej – w połączeniu ze strefą A2/AD w eksklawie kaliningradzkiej – pozwoliłaby zamknąć dostęp powietrzny do części Bałtyku. W takiej sytuacji, w razie agresji rosyjskiej na kraje bałtyckie, sojusznicy z NATO mieliby niezwykle utrudniony dostęp i ograniczone możliwości pomocy. Jak widać więc, Gotlandii należy pilnie strzec. Na szczęście, teraz to już nie tylko problem dość słabej obecnie militarnie ofertyMateriały promocyjne partnera